Wojciech Onyszkiewicz

Rocznik 1948. Uczył się w warszawskim elitarnym Liceum im. Tadeusza Reytana, w latach 60. jednej z najlepszych szkół stolicy. Lecz – opowiada – nie tylko szkoła, w której roiło się od znakomitych nauczycieli, lecz przede wszystkim drużyna harcerska „Czarna Jedynka” była tym miejscem, gdzie poznawał prawdziwe życie.

„Jedynka” nawiązywała do tradycji przedwojennego skautingu. Onyszkiewicz – już student historii UW – był komendantem drużyny i komendantem szczepu. W marcu 1968 r. został zatrzymany po rewizji w domu za kolportaż i rozlepianie ulotek.

Na krótko przed Czerwcem ’76 reaktywuje (m.in. z Macierewiczem i Naimskim) „Gromadę Włóczęgów”, dyskusyjny klub starszoharcerski zawieszony przez władze. – Lecz po protestach w Radomiu i Ursusie już wiedzieliśmy, że musimy zostawić harcerstwo na boku – opowiada. – Gdybym nie włączył się w akcję pomocy represjonowanym robotnikom, wszystko, co robiłem do tej pory, straciłoby jakikolwiek sens. Zdecydowałem się w kilka minut, na spacerze wokół pomnika Bohaterów Getta.

Jest jednym z głównych twórców pomocy dla Ursusa, choć ma dopiero 28 lat. Henryk Wujec wspomina, że kiedy pierwszy raz miał spotkać się z Onyszkiewiczem, był pewien, że zobaczy doświadczonego człowieka, a ujrzał chłopaka młodszego od siebie. Wojtek od początku uczestniczy w pracach KOR-u, choć formalnie członkiem Komitetu zostaje w styczniu 1977 r., po jesiennej wpadce w Ursusie i zatrzymaniu na 48 godzin.

Po tragicznej śmierci studenta UJ Stanisława Pyjasa jedzie do Krakowa. – Przydało się doświadczenie harcerskie. Okazało się, że można zrobić coś z niczego. Na pierwszym spotkaniu było nas kilku i zastanawialiśmy się, co robić. Na drugim – kilkadziesiąt osób ustaliło, że będziemy chodzić po akademikach i informować o bojkocie juwenaliów. Rozwieszaliśmy klepsydry, a kiedy w miasteczku akademickim próbowała łapać nas milicja, krzyczeliśmy: „Uszanujcie żałobę”, i funkcjonariusze uciekali. Zamiast juwenaliów odbyła się msza żałobna i wielki niezależny marsz milczenia. Kraków był nasz. Gdy opowiadałem o tym w Warszawie, przyjaciele uznali, że jestem w szoku powypadkowym. W drodze powrotnej miałem ciężką kraksę.

Jest pomysłodawcą „Robotnika”, prawdziwej – jak mówi – gazety dla fabryk. Figuruje w stopce redakcyjnej, choć nie napisze ani jednego artykułu („Chciałem bardzo, ale nic mi nie wychodziło, po prostu nie umiem pisać”). Żona Joanna, córka Jana Józefa Lipskiego, studiuje w Lublinie, więc Wojtek kolportuje „Robotnika” w lubelskich zakładach. Gdy latem 1980 r. na Lubelszczyźnie wybuchają pierwsze strajki, doradza robotnikom i zbiera informacje, które przekazuje Kuroniowi. – Państwowy Interpress powiedział zachodnim dziennikarzom, że w Chełmie nie strajkują. My – że strajk trwa. Dziennikarze pojechali do Chełma i przekonali się, że mówimy prawdę. Od tego momentu tylko Jacka pytano o prawdziwą sytuację w Polsce. Cały świat wiedział, że władza kłamie.

W stanie wojennym Onyszkiewicz się ukrywał. W 1989 r. organizował wybory na Lubelszczyźnie i w Przemyskiem. Pracował w instytucjach pomocy społecznej, m.in. w banku żywności oraz w fundacji Podarujmy Dzieciom Słońce.

 

Paweł Smoleński

Źródło: Gazeta Wyborcza