Ludwik Cohn (1902-1981)

Był z zawodu adwokatem, bronił ludzi. Był też warszawianinem, w Warszawie się urodził, tam studiował i mieszkał, i tam umarł 14 grudnia 1981 r., nazajutrz po ogłoszeniu stanu wojennego. Ale przede wszystkim był socjalistą, w najgodniejszym i najszlachetniejszym tego słowa znaczeniu, jako obrońca uciśnionych, represjonowanych i słabych – jednostek, klas, narodów.
Jego droga życiowa była prosta i konsekwentna – od młodzieńczego zaangażowania w ruch socjalistyczny, przez dorosły udział w różnych jego działaniach i strukturach II RP, po Komitet Obrony Robotników.

Będąc nastolatkiem, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej. W latach 30. bronił oskarżonych w procesach politycznych, m.in. uczestników fali protestów po krwawej interwencji policji przeciw strajkującym w krakowskiej fabryce Semperit. Bronił więzionego w latach 1937-39 działacza socjalistycznego Bolesława Drobnera i wielu innych (po wojnie odebrano mu oczywiście licencję adwokata, oddano po 1956 r.).
Walczył, broniąc Warszawy, w kampanii wrześniowej i trafił do niewoli niemieckiej. Trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Po wojnie uwięziony i skazany w pokazowym procesie za beznadziejną, dziś to wiemy, próbę reaktywowania – razem z Kazimierzem Pużakiem, Tadeuszem Szturm de Sztremem i innymi wybitnymi socjalistami – nie zależnej partii socjalistycznej PPS-WRN. Wyszedł z więzienia amnestionowany w 1949 r.

Socjalizm w jakimkolwiek wydaniu nie jest dziś – pewnie słusznie – w modzie. Ale kto zechce oskarżyć Ludwika Cohna – a wielu jest takich, bo odwaga doprawdy staniała – że jako socjalista zdradzał naród polski albo że bawił się w masonerię, niech starannie waży słowa. Niech wspomni, co robił, po co robił i za jaką cenę.

Cohn, zanim został jednym z 14 członków-założycieli Komitetu Obrony Robotników, był w PRL-u członkiem Klubu Krzywego Koła – jednej z jakże wielu dziwnych instytucji, które w tym sensie nie powinny istnieć, że samo ich istnienie było sprzeczne z ustrojową zasadą monopolu partii na publiczne działanie.

Czym był KOR – wiadomo. Ludwik Cohn był jednym z jego „seniorów” roztaczających parasol ochronny nad młodszymi działaczami. Nie znaczy to, by zadowalał się dostojnym nieróbstwem – wręcz przeciwnie. Robił wiele bardzo wartościowych i bardzo praktycznych rzeczy.

W jego domu często spotykał się KOR. On sam starał się czynnie wspierać jego działania i całą demokratyczną opozycję. Współredagował „Komunikat”. 11 listopada 1978 r. rozdawał oświadczenie KOR-u z okazji 60. rocznicy odzyskania niepodległości. Jako jeden z czterech członków powołanej przez KOR Komisji Helsińskiej opracowywał raport o łamaniu praw człowieka i obywatela w Polsce znany potem jako Raport Madrycki.

To ułamek jego prac dla Polski.

Kiedy SLD chciało zawiesić w swojej siedzibie portrety wielkich socjalistów: Ludwika Cohna, Anieli Steinsbergowej, Antoniego Pajdaka, Adama Szczypiorskiego, Wacława Zawadzkiego, Edwarda Lipińskiego i innych, działacze KOR-u zaprotestowali – to nie wasza historia, wsadzaliście ich do więzienia, więc teraz ich sobie nie wieszajcie.

Ludwik Cohn był, powiadają, ostatnim romantykiem socjalizmu. Pod koniec życia ciężko chorował. Mówi się: żył godnie i umarł godnie.

 

Sergiusz Kowalski

Źródło: Gazeta Wyborcza