Jerzy Ficowski (1924-2006)

Przystąpienie do KOR-u nie było w życiu Jerzego Ficowskiego wyborem przypadkowym. Zaproponował mu to Jan Józef Lipski, przyjaciel z AK. Ficowski, więzień Pawiaka, uczestnik Powstania Warszawskiego (walczył w pułku „Baszta” na Mokotowie), odznaczony Krzyżem Walecznych, odpowiedział „tak”. – Ale muszę zaczekać, aż żona wróci z zagranicy, bo teraz sam opiekuję się naszą córeczką – powiedział. I tak się stało.

Jeździł na procesy radomskie, redagował komunikaty KOR-u, pisywał projekty jego oświadczeń. To jemu KOR powierzył napisanie oświadczenia na 11 listopada 1978 r., w 60. rocznicę odzyskania niepodległości.

W 1979 r. opublikował w Niezależnej Oficynie Wydawniczej tomik „Gryps”. Jego nazwisko było już wtedy na indeksie i nie mógł wydawać w państwowych oficynach. Nie mógł, ale też nie chciał. „Gryps” był głosem człowieka wolnego, świadomego swego wyboru i jego konsekwencji. „Myślę, więc mnie nie ma” – wyznawał tam przewrotnie w wierszu „Cogito ergo”.

Był człowiekiem wielkiej wrażliwości, wielkich pasji i posiadał dar zachwytu.

Znawca i miłośnik twórczości Brunona Schulza, poświęcił wiele lat na tropienie śladów jego życia i dzieła.

Zafascynowany poezją Bolesława Leśmiana w stulecie jego urodzin przełożył na polski tom jego młodzieńczych wierszy pisanych po rosyjsku.

Jako pierwszy, jeśli nie jedyny, znalazł drogę do społeczności cygańskiej i spędził kilka lat w cygańskim taborze (chroniąc się tam zarazem przed UB). Kronikarz cygańskiej codzienności w powojennej Polsce nie pozwalał też zapomnieć o martyrologii Cyganów w czasie II wojny.

Nigdy nie przeszedł do porządku dziennego nad faktem, że był bezradnym świadkiem Zagłady polskich Żydów, ta udręka nie opuściła go aż do śmierci. Jego poświęcony Zagładzie tomik wierszy „Odczytanie popiołów” zilustrowany został przez Marca Chagalla. Jako tłumacz przyswoił Ficowski polszczyźnie „Pieśń o zamordowanym żydowskim narodzie” Icchaka Kacenelsona. Ocalił od zapomnienia poezję ludową Żydów polskich.

Odbierając w 1999 r. nagrodę fundacji Pogranicze, powiedział: „Stawiłem się tutaj z całym bagażem żywota mojego. Wynurzają się z chaosu różne oblicza i imiona rzeczy: motyle, szerszenie, ważki, głosy i barwy ptaków, Bruno Schulz – herezjarcha pokątny, Leśmian – piewca bezsilnej wszechmocy… Przewodnicy mitu – wsiowe piastunki i leśni piastuni bajek… Moje rodzeństwo najbliższe: bracia Żydzi, bracia Cyganie… I inni, i inne, i wszystko, z czym połączyło mnie życie”.

W wydanym w 2004 r. tomiku „Zawczas i poniewczasie” żegnał się ze swoimi czytelnikami.

Moje pokolenie
wystrzelane za młodu
występują jeszcze
rzadkie okazy
np. ja
Można nas poznać
po tym, że
nasłuchujemy salwy
która nas zastrzeli
z pewnym opóźnieniem
Wszelako
dzięki przytępieniu słuchu
do egzekucji nie dochodzi
i przekraczamy bezkarnie
granicę XXI wieku
np. ja
dziwiąc się
że obok
nikogo

Był przede wszystkim poetą, choć upierał się, że poezja nie jest zajęciem. „To odświętne chwile. Wiersz się zdarza – mówił w wywiadzie dla „Magazynu Gazety Wyborczej”. – Myślę, że wydeptałem w poezji jakieś własne ścieżki, po których nikt ze mną nie chodził. Czy one zarosną trawą, czy okażą się potrzebne, nie wiem”.

 

Joanna Szczęsna

Źródło: Gazeta Wyborcza