Jan Kielanowski (1910-1989)

Jeden z korowskich seniorów. Lwowiak, wybitny naukowiec, profesor zootechniki, specjalista w zakresie żywienia zwierząt. Wśród młodych kolegów z opozycji krążyła anegdota (nieprawdziwa), że prof. Kielanowski napisał wielką monografię o żywieniu świń i zamierzał ją nazwać „Świnia polska”, na co cenzura nie wyraziła zgody, wykreślając przymiotnik o narodowości świni.

O tym, że był postacią wybitną, świadczy najlepiej to, iż prezydent na uchodźstwie Edward Raczyński w 1979 r. zwrócił się do niego z propozycją, by został jego następcą. Kielanowski propozycji nie przyjął.

Urodził się we Lwowie, zmarł w Warszawie 16 stycznia 1989 r., na kilka tygodni przed obradami Okrągłego Stołu. Studiował matematykę na Uniwersytecie Lwowskim, zootechnikę w Akademii Rolniczej w Dublanach. Stworzył Instytut Fizjologii i Żywienia Zwierząt PAN w Jabłonnie pod Warszawą i przez 20 lat nim zarządzał (w 1990 r. w uznaniu zasług profesora Instytutowi nadano jego imię).

Przez lata zaangażowany w działalność opozycyjną. Sygnatariusz wielu listów protestacyjnych, w tym skierowanego w grudniu 1975 r. do Sejmu Listu 59 – protestu przeciw projektowanym zmianom w Konstytucji PRL.

W KOR-ze od lata 1977 r. Jeden z założycieli Towarzystwa Kursów Naukowych. Protestował publicznie przeciw napaściom bojówek Socjalistycznego Związku Studentów Polskich i SB na wykłady TKN.

W październiku 1979 r. wraz z Janem Józefem Lipskim został rzecznikiem głodujących w kościele św. Krzyża w Warszawie w obronie uwięzionych w Czechosłowacji członków opozycyjnej Karty 77.

W pamięci pracowników Instytutu Fizjologii i Żywienia Zwierząt PAN zachował się jako wielki autorytet naukowy i moralny. – Wszechstronnie wykształcony, humanista, świetny znawca muzyki, autor znakomitych akwareli – wspomina doktorantka profesora Barbara Pastuszewska. – Profesor Kielanowski uczył nas humanitarnego podejścia do zwierząt, zwracał uwagę, czy należycie o nie dbamy. Pamiętam, jak kiedyś zbiegał z IV piętra z krzykiem: „Hitlerowiec! Bandyta!”, dostrzegł bowiem kota, który upolował ptaszka.

Pewnego razu wybierał się do filharmonii na „Mesjasza” Händla, a obowiązki korowskie się przeciągnęły. – Ach, już tak późno – zmartwił się profesor, zbierając się do wyjścia. – Nie zdążę przejrzeć partytury.

– Ujmujący pan starej daty, niezwykle kulturalny, zawsze nastawiony na rozmówcę, pełen ciekawości drugiego człowieka – wspomina członek Komitetu Ewa Milewicz. – Jego udział w pracach KOR-u był dla mnie – młodej wówczas osoby – czymś bardzo pokrzepiającym, że nie tylko młodzi wariaci angażują się w taką działalność, ale także stateczni ludzie, tacy jak profesor Kielanowski.

Potrafił użyć mocniejszych słów. – Zasrana Akademia… – rzucił kiedyś w obecności młodego korowca, określając tak mało odważnych wobec władzy kolegów uczonych. I zaraz go poinstruował: – Ale tobie tak mówić nie wolno, bo to nieładnie.

– Dżentelmen w każdym calu, wspaniały anegdociarz, dobry, życzliwy człowiek – tak wspomina go inny członek KOR Anka Kowalska. – Stworzył z żoną ciepły kąt, dokąd zawsze można było pójść, porozmawiać. Ja to bardzo doceniałam – zaznacza. – Strasznie ubolewał nad tym, że wciąż palimy papierosy. Po internowaniu wyjechałam do Francji na leczenie i przestałam palić. Kiedy po powrocie do kraju zadzwoniłam, profesor Kielanowski nie poznał mego głosu: „Pani nie pali papierosów! Jakże się cieszę!”.

 

Sławomir Zagórski

Źródło: Gazeta Wyborcza