Jan Józef Lipski (1926-1991)

Miał dwie dusze – historyka literatury i działacza politycznego. Autor znakomitych „Szkiców o poezji”, monografii Kasprowicza. Jednak polityka rozpraszała jego pracę krytycznoliteracką.

Do Powstania Warszawskiego poszedł bez cienia wiary w zwycięstwo, dla racji moralnych. I tak szedł potem przez życie – za sumieniem. Nie było inicjatyw dysydenckich, w których nie brałby udziału.

Nigdy nie dał się zwieść pokusom marksizmu. Już w latach 50. skupiał młodych ludzi zdystansowanych wobec systemu. W odwilżowym „Po prostu” redaktor działu kultury. Po Październiku ’56 współtworzył Klub Krzywego Koła i kierował tym niezależnym forum dyskusyjnym inteligencji. W ścisłym kierownictwie wolnomularskiej loży Kopernik od początku lat 60.

W 1964 r. zainicjował List 34 – protest przeciwko polityce kulturalnej i cenzurze. Przekazał „Kulturze” paryskiej „List otwarty…” Kuronia i Modzelewskiego. Wyrzucony z pracy w Państwowym Instytucie Wydawniczym znalazł przystań w Instytucie Badań Literackich PAN, ale jego habilitacja była utrącana przez partię do czasów „Solidarności”. Członek-założyciel KOR-u, wielokrotnie więziony. I ciężko chory na serce.

Na zjeździe „Solidarności” jesienią 1981 r., gdy KOR właśnie się rozwiązywał, a grupa „prawdziwych Polaków” zakwestionowała jego historyczne znaczenie, Lipski nie mógł znieść upokarzającej dyskusji. Zasłabł przy mikrofonie. Ze szpitala skierował dramatyczny list do zjazdu: „Nie wytrzymuję hipokryzji i faryzeizmu (…) u tych, których miałem jeśli nie za przyjaciół, to przynajmniej za towarzyszy walki”. W postscriptum do swej książki „KOR” napisał: „Nienawidzono nas. Bywało, że odnajdowaliśmy to uczucie i tam, gdzie się go nie spodziewaliśmy. To było najcięższe”.

Tuż po wprowadzeniu stanu wojennego pojechał do Ursusa, żeby towarzyszyć strajkującym. Był z nimi do pacyfikacji. W areszcie przeszedł zawał. Pozwolono mu wyjechać na leczenie do Londynu. We wrześniu 1982 r. wrócił, aby wziąć udział w procesie KOR-u. W przeddzień powrotu – i aresztowania – napisał: „Chcę mieć zaszczyt znalezienia się na ławie oskarżonych z przyjaciółmi, których towarzyszem walki o lepszą Polskę byłem przez te kilka lat”.

W słynnym eseju „Dwie ojczyzny, dwa patriotyzmy” (1981) piętnował megalomanię i ksenofobię Polaków. Oficjalna propaganda oskarżyła go o zdradę ojczyzny, otrzymywał anonimy: ty świnio, polakożerco, pachołku niemiecki. Do dziś atakują ten esej kręgi nacjonalistyczno-endeckie.

W 1989 r. ubiegał się w Radomiu o mandat senatora z listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarności”. Do Radomia jeździł w czasach najcięższych, gdy ludzie bali się tam własnego cienia. Teraz miasto usłyszało z ambon, że niewierzący i socjalista nie jest godny fotela senatora. (Nigdy nie ukrywał swego agnostycyzmu. Ale też w PRL-u bronił praw prześladowanego Kościoła). Przeszedł w II turze.

Kierował reaktywowanym w 1987 r. PPS-em. W nowej Polsce przestrzegał przed zapatrzeniem w kapitalizm i polaryzacją społeczeństwa na bogaczy i nędzarzy. Napominał, by kryteria czysto ekonomiczne nie przysłoniły moralnych. Jacek Kuroń powiedział o nim, że w jego przekonaniu Lipski był chrześcijaninem w najgłębszym tego słowa znaczeniu.

Gdy zmarł po kolejnej operacji serca, proboszcz parafii na warszawskich Powązkach odmówił mu katolickiego pogrzebu…

 

Magdalena Grochowska

Źródło: Gazeta Wyborcza