Emil Morgiewicz

Redaktor i wydawca pierwszego drugoobiegowego pisma, które zaczęło ukazywać się w PRL-u po upadku powojennej konspiracji.

Był to „Biuletyn” założonej w połowie lat 60. organizacji opozycyjnej Ruch, która odrzucała komunizm i nie uznawała PRL-u za legalne państwo polskie. Morgiewicz – prawnik z wykształcenia, dziennikarz z zamiłowania (i nie tylko – ukończył podyplomowe Studium Dziennikarstwa UW; pracował w redakcji „Zielonego Sztandaru”) – był także jednym z autorów deklaracji programowej Ruchu.

– Był bardzo radykalny, nawet jak dla nas – wspomina dziś jego kolega z Ruchu Stefan Niesiołowski. – Miał wówczas program dekomunizacji znacznie ostrzejszy od wszystkiego, o czym się dyskutowało po 1989 r. Uważał, że komunistów nie wystarczy odsunąć od urzędów, tylko że to są zdrajcy, którzy powinni być sądzeni.

Wiosną 1970 r. działacze Ruchu zaczęli przygotowania do podpalenia Muzeum Lenina w Poroninie (sam Morgiewicz był zdecydowanie przeciwny temu pomysłowi). Władze szykowały właśnie z niesłychaną pompą obchody setnej rocznicy jego urodzin i podpalenie miało być symbolicznym głosem protestu. Na dzień przed zaplanowaną akcją działaczy Ruchu aresztowała Służba Bezpieczeństwa. Morgiewicz został skazany na cztery lata więzienia – jeden z najwyższych wyroków (najwięcej – po siedem lat – otrzymali Andrzej Czuma i Stefan Niesiołowski).

Gdy wyszedł – sporządził dla Amnesty International raport o polskim więziennictwie. Wynikało z niego, że więzienia nie spełniają standardów, do których zachowania rząd PRL-u zobowiązał się w międzynarodowych konwencjach: były zatłoczone, a prawa więźniów notorycznie łamano. – Porównałem także prawo o więziennictwie z 1931 r. z regulaminem więziennym PRL-u – wspomina dziś Morgiewicz. – Okazało się, że to pierwsze jest znacznie bardziej cywilizowane i liberalne.

Został znów aresztowany pod zarzutem „przekazywania za granicę fałszywych informacji mogących zaszkodzić PRL”. Tym razem siedział kilka tygodni, chociaż sprawę umorzono dopiero w czasach stanu wojennego. Wkrótce po tym jak opuścił areszt, w październiku 1976 r., Jacek Kuroń zaproponował mu członkostwo w KOR-ze.

Morgiewicz po niecałym roku z niego wystąpił i przeszedł do Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela – razem ze Stefanem Kaczorowskim i Wojciechem Ziembińskim. – Było mi do ROPCiO bliżej – zarówno ze względów osobistych, jak i ideowych – mówi dzisiaj.

W latach 1980-81 pomagał działaczom studenckiego NZS. Internowany po wprowadzeniu stanu wojennego, spędził pół roku w więzieniu na Białołęce. Więzienie nadwerężyło jego zdrowie. W 1983 r. wyjechał do Niemiec na leczenie. Ostatecznie spędził tam siedem lat, współpracując w Monachium z Radiem Wolna Europa. Wrócił do Polski w 1990 r. i znalazł pracę w Kancelarii Senatu. Pracuje tam do dzisiaj – pierwszy raz w życiu w wyuczonym zawodzie prawnika.

 

Adam Leszczyński

Źródło: Gazeta Wyborcza, wrzesień 2006

Kilka lat temu Emil Morgiewicz przeszedł na emeryturę.