Bogdan Borusewicz

Był w czwartej klasie liceum plastycznego w Gdańsku, gdy wydrukował i rozrzucił w trójmiejskiej kolejce ulotki wzywające do demonstracji w obronie represjonowanych studentów po Marcu ’68.

Wpadł z donosu ulubionego szkolnego nauczyciela (ten sam człowiek wskaże SB miejsce ukrywania się Borusewicza w stanie wojennym, a nagrodą będzie talon na 40 litrów benzyny), lecz udało mu się uciec z transportu z komendy milicji do więzienia i przez kilka dni ukrywał się w lesie w okolicach Sopotu. Na procesie dostał trzy lata więzienia zamienione dzięki amnestii na półtora roku. W więzieniu zdał do klasy maturalnej, lecz stracił rok nauki.

Studiuje na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, działa w duszpasterstwie akademickim. Po Czerwcu ’76 jedzie do Radomia z pomocą zebraną wśród gdańskich studentów. Przypadkiem spotyka Mirosława Chojeckiego.

– Wchodzę do mieszkania ludzi represjonowanych w czerwcu, a tam już siedzi jakiś facet – wspomina Chojecki. – Miałem wówczas długie włosy i brodę, a on – marynarkę i spodnie w kant. Zmyłem się jak najszybciej, wydawało mi się, że go zgubiłem, ale objawił się na dworcu autobusowym. Razem pojechaliśmy do Warszawy. Wyglądał zupełnie z innej bajki, więc pomyślałem, że namierzyło mnie SB. Ale w jego zachowaniu nie było nic podejrzanego, więc poszliśmy razem do Jacka Kuronia. Wyszło, że to nie żaden ubek, tylko Bogdan, który sam szukał radomskich kontaktów.

Wspomina, że kiedy zaproponowano mu członkostwo w KOR-ze, ugięły się pod nim nogi. Jeszcze nie obronił pracy magisterskiej, a znów – myślał – szykuje się odsiadka. Obiecał, że znajdzie w Gdańsku kogoś starszego i z większym autorytetem. Nie znalazł, był jedynym członkiem KOR-u na Wybrzeżu.

Ma wielkie szczęście do spektakularnych ucieczek; wymyka się bezpiece z plecakiem pełnym książek, gdy wpada w milicyjny kocioł w mieszkaniu Heleny i Witolda Łuczywów, gdzie odbywało się spotkanie korowców. Uciekał SB jeszcze kilka razy w stanie wojennym.

Lecz nie tylko ucieczki, ale też pismo „Robotnik” i kontakty w trójmiejskich zakładach pracy były specjalnością Borusewicza. Drukuje rocznicowe ulotki, organizuje niezależne obchody Grudnia ’70, w „Robotniku” pisuje i redaguje artykuły, wydaje „Robotnika Wybrzeża”. Wokół gazety tworzy się robotniczo – inteligenckie środowisko opozycyjne. Powstaje komitet założycielski Wolnych Związków Zawodowych, prapoczątek „Solidarności”.

Gdy w sierpniu 1980 r. dyrekcja zwalnia z pracy w Stoczni Gdańskiej członkinię WZZ Annę Walentynowicz, Borusewicz podejmuje decyzję o organizacji strajku. – Wiedziałem, że jeśli się nie uda albo poleje się krew, pójdę na lata do więzienia – mówi. – Ale nie miałem innego wyjścia. Datę rozpoczęcia wyznaczyłem sam. Napisałem ulotkę wzywającą do obrony Walentynowicz, ułożyłem pierwsze postulaty. Miałem w Stoczni mniej więcej dziesięć osób, na których mogłem polegać.

Strajk wybucha 14 sierpnia. Bogdan z przyszłą żoną Aliną Pienkowską zajmuje się wszystkim – od pilnowania porządku po zbieranie żądań strajkujących załóg i redagowanie słynnych 21 postulatów. W końcówce negocjacji z władzą to Alina Pienkowska i Andrzej Gwiazda nie godzą się na podpisanie porozumienia bez zwolnienia więźniów politycznych.

Borusewicz stał się pierwowzorem bohatera filmu Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza”.

Był jednym z przywódców podziemia w latach 80. Po 1989 r. wrócił do „Solidarności”. Był posłem na Sejm, dziś jest marszałkiem Senatu.

 

Paweł Smoleński

Źródło: Gazeta Wyborcza, wrzesień 2006.

Po wyborach w 2015 roku został wicemarszałkiem Senatu.