Aniela Steinsbergowa (1896-1988)

Oficjalnie urodziła się w 1896 r., ale najbliżsi krewni przyznają, że wykorzystała okres powojennej zawieruchy, żeby odjąć sobie kilka lat. Ile dokładnie, nie powiedziała nikomu.

Obsesja na punkcie wieku była słabością tej wielkiej damy, przedwojennej działaczki PPS-u, jednej z pierwszych w Polsce kobiet adwokatów, współzałożycielki KOR-u. – Pani Anko – mawiała sędziwa już Aniela Steinsbergowa do młodszej o kilkadziesiąt lat poetki Anki Kowalskiej – w naszym wieku…

Wychowała się w zamożnej rodzinie zasymilowanych Żydów. Urodzona w Wiedniu dzieciństwo i młodość spędziła w Warszawie, po ślubie zamieszkała w Krakowie, gdzie własną, uznaną kancelarię adwokacką prowadził jej mąż Emil Steinsberg. Ojciec, chemik i przedsiębiorca, współwłaściciel fabryki przerobu juty, ukończył konserwatorium muzyczne, matka lubiła malować. Młodsza siostra pani Anieli Dorota Seydenmann została malarką. Jeden z braci był architektem, drugi pracował w ojcowskiej firmie. Tylko pani Aniela zajęła się działalnością społeczną. I to jak. Przed wojną słynęła z obrony komunistów i robotników – była jednym z adwokatów, którzy bronili w głośnej sprawie robotników krakowskiego Semperitu oskarżonych o udział w krwawych zamieszkach, które wybuchły w Krakowie po brutalnym stłumieniu przez policję robotniczej demonstracji.

W czasie okupacji, którą spędziła, ukrywając się w Warszawie, współpracowała z „Żegotą” (referatem żydowskim Delegatury Rządu na Kraj), wyszukując kryjówki dla uciekających na aryjską stronę Żydów.

Zaraz po wojnie broniła akowców. W 1955 r. razem z mecenasem Władysławem Winawerem reprezentowała Kazimierza Moczarskiego, późniejszego autora „Rozmów z katem”. Wrażenia z tamtych procesów spisała w swojej kronice „Widziane z ławy obrończej” wydanej przez paryską „Kulturę”.

Brała udział w spotkaniach Klubu Krzywego Koła, do którego wprowadziła dwóch uczniów – Jana Grossa i jego przyjaciela Adama Michnika. Niespełna dziesięć lat później broniła ich kolegów, studentów aresztowanych w marcu 1968 r.

Podobnie jak przedwojennych komunistów także ich broniła za darmo. Ale tym razem swoje polityczne wybory przypłaciła utratą prawa wykonywania zawodu. Nie można jednak było jej zabronić udzielania młodym opozycjonistom porad prawnych. – Pokazywałem jej wezwanie, a ona mówiła: „To nic takiego, musi się pan zapytać, w jakiej sprawie”. Mieliśmy wtedy po 16-17 lat, żadnych doświadczeń opozycyjnych, i nie wiedzieliśmy, jak postępować – wspomina Adam Michnik.

W 1975 r. Aniela Steinsbergowa podpisała List 59, petycję przeciwko projektowi zmian w konstytucji. Rok później – list solidaryzujący się z robotnikami represjonowanymi w Radomiu i Ursusie. Kiedy od początku weszła do KOR-u, w jej niewielkim mieszkaniu przy okrągłym XIX-wiecznym stole obradowała komisja redakcyjna odpowiedzialna za przygotowywanie komunikatów Komitetu. Młodsi działacze KOR-u wspominają, że Starsi Państwo – pani Aniela, prof. Edward Lipiński, Ludwik Cohn, Jan Józef Lipski, ks. Jan Zieja – trzymali nad nimi swego rodzaju parasol ochronny. Władzy trudniej było prześladować ludzi o ich pozycji społecznej i autorytecie, co w pewnym stopniu chroniło też młode „korniki”.

Pani Aniela nie zapomniała o sztuce. Przez lata codziennie jadła obiad w Związku Literatów, dzieląc stolik m.in. z Julią Hartwig i Arturem Międzyrzeckim. Przyjaźniła się z malarzami, w jej mieszkaniu wisiały obrazy Nachta-Samborskiego. Redagowała pisma Sempołowskiej, którą opiekowała się podczas okupacji, przetłumaczyła m.in. „Smutek tropików” i „Totemizm” Claude’a Lévi-Straussa.

Umarła dwa miesiące przed Okrągłym Stołem.

Joanna Sokolińska

Źródło: Gazeta Wyborcza, wrzesień 2006.